Otwarcie Ars Independent: strumień świadomości

Jednak jest zimno. Obejmuje rękami moje zmarznięte ramiona, ale kiedy okazuje się to daremną próbą podniesienia temperatury ciała szybko rezygnuje z tego próżnego działania. Może wykorzystam palce inaczej. Przesuwam je po festiwalowej torbie, wyczuwając pod opuszkami jej zawartość. Dużo osób pali papierosy czynnie, pozostali, a więc i ja, biernie uczestniczymy w tym procederze. Dlaczego zawsze tyle osób pali papierosy na festiwalach? Może to po prostu my, niewinni, a współodczuwający bierni palacze bez wyrzutów i bez sumienia, kreujemy statystyki.

Chodźmy do środka, te tłumy na zewnątrz nic dobrego nie wróżą. Korzystając z tego, że jestem biernym palaczem, kończę moją pięćdziesiątą fajkę wstrzymując oddech i wchodzę do Rialta. Jak dobrze, że odebrałam akredytację wcześniej, jak tu dotrzeć do kapłanki biletów i z uśmiechem mówić swoje nazwisko, gdy wszyscy się tak wiercą niemiłosiernie idąc i tu i tam i co u ciebie i a nic i jak tam i tam jak.

   

Następuje zwolnienie blokady a szczęśliwe numery przesuwają się w górę wypełniając wnętrze maszyny, która dzisiaj nic nie wylosuje. Za dużo nas tutaj. Stopień, stopień, zakręt, oby się nie potknąć i jak domino nie powalić współuczestników tego wydarzenia.

Szybko wybieram wzrokiem najbliższy fotel i naznaczam go swoimi artefaktami na tyle wyraźnie, by nikt nie czuł się rozczarowany odkrywszy przypadkowo, że te samo miejsce, które i on wybrał wzrokiem, zostało już wcześniej wybrane wzrokiem przeze mnie.

Czemu ja tak piszę, cierpię na niedobór słów tradycyjnych relacji, pisanie normalnie mnie męczy. Czy ktokolwiek dojdzie w ogóle do tego, jakby nie było niepotrzebnego akapitu, w którym podważam wszystkie przeczytane i te następne, jeszcze nie napisane. Każde słowo wystukane tak szybko, płynąco prosto z moich palców brzmi jednocześnie sympatycznie i banalnie, ten kicz razi w oczy odcieniem fuksji i zielonego zakreślacza.

Rozpoczęcie festiwalu jest zabawne, dużo osób się śmieje, reszta szuka własnego przytulnego stopnia, na którym można przycupnąć na kolejne godziny. – Zaczynamy dziś podróż do świata kultury audiowizualnej: do filmu, animacji, gier wideo i rzeczywistości wirtualnej – gdzieś słyszę z dołu.

No to w drogę.

Fotografie: Tymoteusz Staniek