„Zawsze chciałem zostać prezydentem USA” – rozmowa z Robertem Glińskim // 3. Festiwal Filmowy Nowe Kino – Nowy Sącz

W ramach 3. Festiwalu Filmowego „Nowe Kino – Nowy Sącz” Redakcja Portalu Filmów Niezależnych „Filmowe Południe” otrzymała możliwość przeprowadzenia ekskluzywnego wywiadu z Panem Robertem Glińskim — reżyserem i scenarzystą takich pozycji jak: „Niedzielne igraszki„, „Cześć,Tereska” i „Kamienie na szaniec”. Przez pięć lat był rektorem na PWSFTviT w Łodzi. Urodził się 17 kwietnia 1952 roku w Warszawie. Jest reżyserem wszechstronnym. Mówi o sobie: „Mój temperament jest taki, że pociągają mnie różne rzeczy. Jak robię dramat psychologiczny, to już myślę o filmie muzycznym. Dla kontrastu” (za Onet.pl). Od trzech lat sprawuje stanowisko Dyrektora Artystycznego na Festiwalu w Nowym Sączu.

Zapraszamy do lektury!

 

Filmowe Południe: Czym dla Pana jest Festiwal Nowe Kino – Nowy Sącz?

Robert Gliński: Festiwal Nowe Kino – Nowy Sącz jest imprezą, która
promuje polskie, krótkie filmy fabularne. Podkreślam: krótkie, czyli o
długości poniżej 30 minut, bo tylko takie są przyjmowane do konkursu.
Na festiwalu możemy zobaczyć prawie wszystkie produkcje krótkiego
filmu z ostatniego roku. Na świecie, a także w Polsce powstaje coraz
więcej krótkich filmów fabularnych. Kręcą je nie tylko studenci szkół
filmowych, ale amatorzy, fascynaci, hobbyści, młodzież licealna,
emeryci, inżynierowie, prawnicy, i dziesiątki innych… Czasem wśród
filmów, które zrobili można zobaczyć prawdziwe perełki.

 

FP: Jakie walory niesie za sobą Festiwal w Nowym Sączu i czym wyróżnia
się na tle innych konkursów?

RG: W Nowym Sączu nie pokazujemy krótkich filmów dokumentalnych, ani
animacji. Zazwyczaj festiwale krótkich filmów mają program otwarty na
różne gatunki. My koncentrujemy się wyłącznie na fabule. I po
projekcjach gadamy o tych filmach. Jak powstały? Za jakie pieniądze?
Jak je rozpowszechniać? Co zrobić by były lepsze? Jaką strukturę
powinna mieć krótka fabuła? Czym różni się od długiej? Czy w krótkiej
jeden punkt zwrotny wystarczy? Itp… Są to rozmowy bardzo
warsztatowe, a czasem dysputy światopoglądowe. Autorzy bardzo tę
wymianę poglądów sobie chwalą.

 

FP: Jakie zmiany, poprzez pryzmat Festiwalu, zauważa Pan w polskiej
kinematografii?

RG: Polska kinematografia jest różnorodna. Taka sama od lat. Powstają
dramaty, komedie, filmy historyczne, horrory. Zmieniają się tylko
proporcje. W jednym roku jest więcej komedii romantycznych, w innym
dramatów społecznych. Wszystko zależy od mody oraz … forsy.
Podobnie jest w krótkiej fabule. Obfitość gatunków i konwencji bywa
zaskakująca. Najczęściej jednak są to filmy realistyczne, zrobione w
formule „no budget”. Pieniądz kształtuje świadomość, niestety.

 

FP: Tegoroczna, trzecia edycja, to dobry czas na spojrzenie wstecz i
wspomnienie początku — jak zmieniało się Nowe Kino – Nowy Sącz?

RG: Gdy zaczynaliśmy, nie było wiadomo czy festiwal „chwyci”. Czy
zainteresuje twórców. Okazało się, że autorzy filmów są złaknieni
kontaktu z publicznością. Przysyłają więc filmy i z ochota przyjeżdżają
na festiwal. A potem gadają o tym co zrobili, dlaczego, jak…

 

FP: Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że filmy należy robić z potrzeby
tworzenia?

RG: Filmy robi się z różnej potrzeby. Może to być potrzeba tworzenia.
Czasem jest to potrzeba rozmowy z widzem. Innym razem potrzeba
opowiedzenia o sprawach ważnych. Bywa, że filmy powstają też z
błahych powodów . Na przykład mój kolega, reżyser z Izraela, robi filmy,
bo lubi… pop-corn! . „Jak byłem dzieckiem i chodziłem do kina to tam
był pop-corn, i bardzo mi smakował” – opowiadał. „I wtedy sobie
pomyślałem, że warto pracować w tej branży!”.

 

FP: O czym najchętniej tworzą filmy polscy filmowcy?

RG: Nie ma tematu głównego. Łatwiej powiedzieć – o czym filmowcy nie
robią filmów. Otóż najrzadziej o współczesności na poważnie. Bo to
bardzo trudne. Łatwiej uciec w gatunek, konwencję, satyrę.

 

FP: Czy filmy, które są przesyłane na Festiwal “zadają widzowi trudne
pytania”?

Czasem tak. Czasem nie. Niektóre są zabawne, inne smutne. Sukcesem
jest, gdy film zadaje pytanie. Nie musi być trudne. Wystarczy, że
sprowokuje widzów do rozmowy. Że pomyślimy o czymś…
Czy uważa Pan, że warto eksperymentować treścią i nie przywiązywać
się do jednego gatunku?
Treścią warto eksperymentować, jeśli to wywoła emocje u widza.
Gatunek jest sprawą drugorzędną. Są reżyserzy, którzy trzymają się
jednego gatunku przez całe życie. Inni uprawiają płodozmian – dramat
społeczny, potem komedia, następnie thriller lub film muzyczny. I potem
znowu dramat…

 

FP: Jeżeli cofnąłby się Pan w czasie, do początków swojej kariery, czy
zmieniłby Pan cokolwiek?

Zawsze chciałem zostać prezydentem USA. Niestety, nie wyszło. Więc
robię filmy, bo to równie ciekawe jak rauty w Białym Domu. Na początku
miałem falstart. Mój pierwszy film „Niedzielne igraszki” wylądował na
półce. Na cztery lata. W końcu cenzura go puściła i mogłem robić
następne. Gdybym mógł zmienić cokolwiek, to te cztery lata. Chciałbym
wtedy kręcić filmy….

 

FP: Czy chciałby Pan przekazać wskazówkę młodym filmowcom? Może
zaprosić na Festiwal w Nowym Sączu?

Kiedyś spytałem w Szkole Filmowej w Łodzi, wybitnego reżysera
Wojciecha Hasa, co to jest „krótka fabuła”? Odpowiedział: „Ni pies, ni
wydra, coś na kształt świdra”. Pozornie odpowiedź była lekceważąca.
Znałem jednak swojego profesora, wiedziałem, że w wypowiedzianym
przez niego zdaniu jest ukryte inne znaczenie. „Świder”! Dobra krótka
fabuła może jak świder przewiercić widza. Więc warto robić krótkie filmy!

 

Dziękujemy za poświęcony czas, a Was drodzy Czytelnicy zapraszamy w dniach 16-17.11 do Nowego Sącza na 3. Festiwal Filmowy „Nowe Kino – Nowy Sącz”!